Google Ads zabiera ustawienie języka z kampanii w wyszukiwarce. Co sprawdzić przed końcem września

Kierowanie na język to ustawienie kampanii, które mówi Google, do użytkowników jakich języków ma trafiać reklama. W sklepie sprzedającym w Polsce zwykle stoi na „polski", a w sklepie z kampaniami na Niemcy czy Czechy porządkuje strukturę konta i pilnuje, żeby niemiecka reklama nie trafiła do polskiego użytkownika. Pod koniec września to ustawienie znika z kampanii w wyszukiwarce, a język dobierze system: z reklamy, ze strony docelowej i z tego, co wie o osobie, która szuka.
Co dokładnie się zmienia i kiedy
Zmianę opisał blog deweloperski Google Ads 13 sierpnia, a pomoc Google Ads powtarza ją w sekcji o kierowaniu na język. Termin: „effective late September 2026". Zakres:
- Kampanie w wyszukiwarce i AI Max dla wyszukiwarki. Ustawienie języka na poziomie kampanii zostaje usunięte. Google: „Search ads will automatically match based on the language of your ads".
- Performance Max. Ustawienie języka przestaje być używane dla reklam wyświetlanych w wyszukiwarce Google. Dla pozostałych kanałów tej samej kampanii, czyli YouTube, sieci reklamowej, Discover i Gmaila, działa dalej.
- Istniejące kampanie. Działają bez przerwy, a ich ustawienie języka po prostu przestaje mieć zastosowanie. Google pisze, że możesz je usunąć „dla porządku", ale nie musisz.
- API i skrypty. Dodanie kryterium języka do kampanii w wyszukiwarce zwróci błąd
OPERATION_NOT_PERMITTED_FOR_CONTEXT. Jeśli sklep ma integrację, która tworzy kampanie automatycznie, trzeba ją poprawić.
Kampanie produktowe tego ustawienia nie mają, język bierze się z pliku produktowego. Search Engine Land potwierdza, że reklam produktowych zmiana nie dotyczy.
Warto znać kontekst. Według PPC Land Google zapowiedział tę zmianę w dokumentacji już w sierpniu 2025 z terminem do końca roku, a potem przesunął ją o dziewięć miesięcy. Ginny Marvin, łączniczka produktowa Google Ads, napisała 14 sierpnia: „I know it sounds like a big shift, but it really isn't". Dla konta z jedną kampanią po polsku pewnie tak. Dla sklepu, który sprzedaje w trzech językach i przez lata używał tego ustawienia jako filtra, to zmiana zasad gry.
Jak Google dobierze język po zmianie
Pomoc Google Ads opisuje sygnały: w wyszukiwarce system „uses search term language, the user's language settings, and preferences to understand which language the user knows". Do tego po zmianie dochodzą dwa sygnały po Twojej stronie: język reklamy i język strony docelowej. Blog deweloperski mówi wprost, że reklamy w wyszukiwarce będą „primarily use these signals, alongside user language preferences, for matching".
Gdy do jednego zapytania kwalifikuje się kilka kampanii, wybór robi priorytetyzacja grup reklam oparta na AI: najpierw słowo w dopasowaniu ścisłym identyczne z zapytaniem, potem słowo przybliżone lub do wyrażenia identyczne z zapytaniem, potem ocena znaczenia i kontekstu (słowa kluczowe w grupie i strony docelowe), na końcu ranking reklamy. Blog deweloperski dopisuje do tego zdanie, które jest sednem zmiany: „AI-based ad group prioritization will select the most relevant ad language".
Wniosek dla sklepu: dotąd język był filtrem na poziomie kampanii, ustawianym raz i zapominanym. Od października filtrem jest spójność. Reklama po niemiecku, strona po niemiecku, słowa po niemiecku, wszystko w jednej grupie reklam. To jest fundament, na którym system ma się oprzeć, i jedyne, co realnie kontrolujesz.
Trzy sytuacje sklepu
Sklep sprzedaje tylko w Polsce, reklamy po polsku. Zmiana praktycznie nic nie robi. Ustawienie „polski" i tak nie odcinało zapytań w innych językach na sto procent, bo Google patrzył także na język zapytania i historię użytkownika. Jedyne, co zrobiłabym w takim koncie, to przejrzeć raport wyszukiwanych haseł pod kątem zapytań w obcych alfabetach albo po angielsku i dopisać wykluczenia tam, gdzie klikają, a nie kupują. Jeśli używasz AI Max albo dopasowania przybliżonego, ten raport i tak jest do przeglądania co tydzień.
Sklep sprzedaje do Niemiec, Czech albo Słowacji z osobnymi kampaniami na każdy język. Struktura zostaje, ale traci jeden bezpiecznik. Ryzyko pojawia się tam, gdzie język reklamy i strony docelowej się rozjeżdżają: niemiecka reklama prowadzi na kartę produktu, na której nazwa i parametry są po niemiecku, a menu, koszyk i regulamin po polsku. Albo strona przełącza język po adresie IP, więc Google widzi co innego niż klient. Albo w jednej grupie reklam leżą nagłówki po polsku i po czesku „bo tak wyszło". Każdy z tych rozjazdów to sygnał dla systemu, że reklama nie jest dopasowana do zapytania, i wyższy koszt kliknięcia albo mniej wyświetleń. W sklepach, z którymi współpracujemy przy sprzedaży za granicę, najczęściej znajdujemy właśnie mieszane strony docelowe, nie mieszane reklamy.
Sklep ma kampanię „wszystkie języki" jako łapacz. Sporo kont ma jedną kampanię, która celowo nie ogranicza języka, „żeby nikogo nie stracić". Po zmianie taka kampania w wyszukiwarce nie różni się niczym od pozostałych. Jej reklamy są w jakimś języku i system dopasuje je do tego języka. Jeśli miała łapać zapytania po angielsku od osób z zagranicy mieszkających w Polsce, to od teraz potrzebuje angielskich reklam i angielskiej strony docelowej, inaczej nie ma czym konkurować.
Gdzie może uciekać budżet
- Zapytania w obcym języku dopasowane semantycznie. Dopasowanie przybliżone i AI Max rozszerzają zapytania poza słowa kluczowe. Bez ustawienia języka jedyną barierą jest język reklamy, a system może uznać, że polska reklama „dostatecznie pasuje" do angielskiego zapytania o ten sam produkt. To nie musi być złe, jeśli taki klient kupuje. Musi być zmierzone.
- Reklamy z mieszanym językiem. Angielskie nazwy produktów, polskie opisy, niemieckie wezwanie do działania. Dotąd ustawienie kampanii mówiło systemowi, jaki to język. Teraz musi się tego domyślić z treści.
- Strony docelowe z automatycznym tłumaczeniem. Wtyczka tłumacząca karty produktu w locie daje Google inny sygnał językowy niż to, co widzi klient po załadowaniu strony.
- Performance Max. Tu ustawienie języka nadal działa dla YouTube, sieci reklamowej, Discover i Gmaila. Usunięcie go „dla porządku" z kampanii PMax wyłączy filtr tam, gdzie wciąż jest potrzebny. Zostaw je.
Co zrobić w najbliższym tygodniu
- Zrób spis. W widoku kampanii dodaj kolumnę „Języki" i wyeksportuj listę kampanii w wyszukiwarce, AI Max i PMax z ustawionym językiem innym niż „wszystkie". To Twoja lista do sprawdzenia.
- Sprawdź spójność reklama–strona. Dla każdej kampanii z listy otwórz trzy najczęściej klikane strony docelowe w trybie incognito z ustawieniami przeglądarki w języku kampanii. Menu, koszyk, ceny i regulamin mają być w tym samym języku co reklama.
- Przejrzyj wyszukiwane hasła z ostatnich 30 dni. Filtruj po znakach spoza polskiego alfabetu i po typowych słowach angielskich albo niemieckich. Hasła bez konwersji idą na listę wykluczeń, hasła z konwersją dostają własną grupę reklam we właściwym języku.
- Jeden język na grupę reklam. Rozdziel grupy, w których mieszają się języki nagłówków. Priorytetyzacja oparta na AI ocenia grupę jako całość.
- PMax: nie ruszaj ustawienia. Sprawdź za to, czy komponenty tekstowe i strona docelowa w grupie komponentów są w jednym języku, bo dla wyświetleń w wyszukiwarce tylko to będzie się liczyć.
- Skrypty, API, integracje. Jeśli platforma sklepu albo narzędzie do feedów tworzy kampanie w wyszukiwarce automatycznie, poproś dostawcę o potwierdzenie, że nie wysyła kryterium języka. Google podaje, że taka operacja zwróci błąd, i w najgorszym razie kampanie przestaną się tworzyć.
- Zapisz stan wyjściowy. Dla kampanii z listy: koszt, kliknięcia, CPC, konwersje, wartość konwersji i udział zapytań obcojęzycznych za sierpień i wrzesień. W drugiej połowie października porównaj to samo. Bez punktu odniesienia nie odróżnisz efektu zmiany od sezonu.
Nie polecam usuwania ustawień języka z kampanii w wyszukiwarce na zapas. Google mówi, że to opcjonalne, a zostawione ustawienie niczego nie psuje. Za to daje Ci ślad, które kampanie były kiedyś ograniczone językiem, gdy w listopadzie będziesz szukać przyczyny zmiany kosztów.
Jedno ustawienie mniej, jeden obowiązek więcej
Google zabiera przełącznik i oddaje odpowiedzialność: system dobierze język tak dobrze, jak dobrze Ty opisałaś albo opisałeś swoje reklamy i strony. Dla sklepu sprzedającego w jednym języku to formalność. Dla sklepu z kampaniami na kilka rynków to moment, żeby uporządkować strony docelowe, które i tak od dawna wymagały porządku, i zapisać liczby, z którymi porównasz październik. Bez tego zapisu każda zmiana kosztu kliknięcia po 1 października będzie grą w ciemno.
Jeśli chcesz przejrzeć strukturę kampanii w kilku językach przed zmianą, umów się na rozmowę. Przejdziemy przez listę razem, na Twoich danych.

Anna Stachurska
e-commerce & marketing · Pro1.pl
Współzałożycielka Pro1.pl i ekspertka e-commerce z ponad 10-letnim doświadczeniem zdobytym po stronie sklepów internetowych. Pomaga właścicielom i zespołom e-commerce podejmować decyzje, które zwiększają przede wszystkim zysk, nie tylko sprzedaż. Zaczyna od diagnozy biznesu, a następnie łączy strategię, marketing, analitykę i technologię w jeden plan rozwoju. Autorka publikacji w „E-commerce w Praktyce” i prelegentka konferencji branżowych.
Czytaj też
Google: filtry nie zatrzymają fałszywych zgłoszeń z formularzy. Sprawdź, o co naprawdę licytują kampanie Twojego sklepu
Nowa strona pomocy Google Ads mówi wprost: filtry nieprawidłowego ruchu chronią budżet, ale nie zatrzymają fałszywych zgłoszeń z formularzy. Pokazuję, gdzie sklep ma takie formularze, jak sprawdzić, czy kampanie nie licytują o zapisy do newslettera zamiast o zamówienia, i co zabezpieczyć, zanim lista e-mailowa zacznie pracować na Black Friday.
Trzeci spam update od czerwca trwa do około 8 października. Zanim poprawisz opisy, sprawdź, które z czterech wrześniowych zdarzeń widać w Twoich danych
Panel stanu wyszukiwarki Google pokazuje od 24 września wpis o wrześniowym spam update, trzecim od czerwca. Wdrożenie potrwa do około 8 października, a pierwsze wahania widać od piątku. Problem w tym, że wrzesień przyniósł sklepom w Europie cztery różne zdarzenia naraz: nowe moduły w wynikach, usunięcie karuzel produktów, luki w narzędziach do śledzenia widoczności i teraz spam update. Pokazuję, jak w Search Console odróżnić jedno od drugiego i dlaczego do końca wdrożenia nie warto ruszać opisów.
Wezwania w Niemczech za brak danych producenta w ofercie. Ta sama reguła GPSR obowiązuje w Polsce, z karą do 500 tys. zł
Händlerbund opisał trzy wezwania z ostatnich tygodni dla sprzedawców na eBay: 1 868,75 euro za brak danych producenta i tytuł sugerujący markę, 416 euro za „włókno bambusowe” w opisie i 1 590,91 euro za „bez zwrotów” w profilu. Pierwsze z nich opiera się na art. 19 GPSR, który od grudnia 2024 obowiązuje tak samo w Polsce, a od stycznia 2026 UOKiK może za jego naruszenie nałożyć do 500 tys. zł. Pokazuję, co dokładnie ma być w każdej ofercie, gdzie sklepy najczęściej tego nie mają, i jak to uzupełnić hurtem przed sezonem.