Pro1 Logo

Google stawia czat AI obok reklamy na YouTube. Odpowiadać będzie z Twojego feedu, nie z karty produktu

4 min czytaniaAutor: Marcin Janczewski
Google stawia czat AI obok reklamy na YouTube. Odpowiadać będzie z Twojego feedu, nie z karty produktu

Demand Gen to w Google Ads typ kampanii obsługujący YouTube, Shorts, Discover i Gmaila, czyli miejsca, w których nikt niczego nie szuka, tylko przegląda. Google ogłosił 24 września wrześniową paczkę zmian w tym typie kampanii, opisując ją jako przygotowanie do sezonu świątecznego. Trzy rzeczy w środku, a tylko jedna z nich naprawdę zmienia to, jak sklep pracuje nad swoimi danymi.

Co jest w paczce

Business Agent przy reklamach na YouTube. Google pisze, że widzowie będą mogli prowadzić rozmowę z AI obok reklam wideo z feedem produktowym i dostawać natychmiastowe odpowiedzi o produktach albo marce, bez wychodzenia z kontekstu oglądania. Zapisy prowadzi zwykły formularz Google, więc mówimy o wczesnej fazie: komunikat nie podaje ani krajów, ani terminu, ani warunków wejścia.

Jedno kliknięcie w Shorts i w Gmailu. Użytkownik trafia na stronę docelową jednym dotknięciem reklamy graficznej. W Shorts warunkiem jest kreacja pionowa 9:16 wypełniająca cały ekran. Przy okazji warto wiedzieć, że reklamy w Shorts wyświetlają się nie tylko na telefonie, ale też na tabletach, w przeglądarkach na komputerze i na telewizorach.

Promowane pinezki w Mapach Google. Google adresuje je wprost do sieci sprzedaży i salonów dealerskich. Jeśli Twój sklep nie ma punktów stacjonarnych, możesz ten punkt pominąć — reklamy w Mapach wymagają komponentów z lokalizacją i celów związanych ze sprzedażą w sklepie stacjonarnym.

Feed przestaje być formalnością, zaczyna być skryptem sprzedaży

Przez dwadzieścia lat sprzedaży materiałów eksploatacyjnych nauczyłem się, że plik z danymi produktów traktuje się w sklepach jak obowiązek wobec systemu: byle przeszedł walidację w Merchant Center, byle nie było czerwonych statusów. Agent rozmawiający z klientem obok filmu zmienia stawkę tej roboty.

Jeśli ktoś pyta „czy ten toner pasuje do mojej drukarki”, a w feedzie nie ma modelu urządzenia, agent nie ma z czego odpowiedzieć. Jeśli pyta o czas dostawy, a atrybut dostępności jest przepisany raz na kwartał, odpowiedź będzie nieprawdziwa. Do tej pory taki brak kosztował gorszą pozycję w porównywarce. Teraz kosztuje złą odpowiedź udzieloną klientowi w Twoim imieniu, w momencie największej uwagi.

W moim rachunku to przesuwa pracę nad feedem z listy „kiedyś uporządkujemy” na listę rzeczy, które robi się przed sezonem. I nie chodzi o kolejne pola w pliku, tylko o cztery rzeczy, które i tak decydują o sprzedaży: kompletny i konkretny opis, prawdziwa dostępność, poprawne dane o kompatybilności albo rozmiarze oraz spójność feedu z kartą produktu. Jeśli agent i karta mówią różne rzeczy, klient zobaczy to w trzy sekundy.

40% to liczba Google'a, nie Twoja

W komunikacie jest jedna liczba: reklamodawcy, którzy dołożyli Gmaila do kampanii Demand Gen, widzą średnio 40% wzrostu liczby konwersji z kreacji graficznych przy tym samym ROI. Przypis mówi: dane wewnętrzne Google, globalnie, reklamy w Gmailu, luty 2026.

Trzy powody, żeby nie wpisywać tej liczby do prognozy. Po pierwsze, to dane dostawcy o własnym produkcie, bez metodologii i bez grupy kontrolnej. Po drugie, porównanie dotyczy reklamodawców, którzy sami zdecydowali się dołożyć Gmaila — a firmy, które to robią, zwykle mają większe budżety i lepiej przygotowane kreacje, więc różnica może wynikać z doboru, a nie z placementu. Po trzecie, „wzrost konwersji przy tym samym ROI” jest mierzony w atrybucji Google, więc część tego wzrostu to przypisanie sprzedaży, która i tak by się wydarzyła.

To nie znaczy, że Gmaila nie warto włączać. Znaczy, że decyzję podejmujesz na podstawie testu u siebie, a punktem odniesienia jest zysk, nie liczba konwersji w panelu.

Czego to nie załatwia

Jedno kliknięcie skraca drogę z reklamy na stronę. Nie skraca drogi ze strony do zamówienia. Jeśli po kliknięciu klient trafia na listing bez tego produktu, na kartę bez ceny dostawy albo na koszyk wymagający założenia konta, szybsze wejście tylko zwiększy liczbę osób, które wyjdą.

Ruch z Shortów i z Gmaila jest z natury mniej kaloryczny niż ruch z wyszukiwarki: to ludzie, którzy niczego nie szukali. Z takim ruchem wygrywa się wtedy, gdy ścieżka po kliknięciu jest szczelna, a nie wtedy, gdy kliknięć jest więcej. Kolejność jest więc stała: najpierw uszczelnienie, potem nowe miejsca reklamowe.

Agent rozmawiający obok reklamy ma tu jeszcze jedno ryzyko, o którym warto pomyśleć zawczasu. Odpowiedź, której udzieli, jest wypowiedzią w imieniu sklepu — również wtedy, gdy pomyli kompatybilność, obieca termin dostawy albo powtórzy nieaktualną cenę z pliku sprzed doby. Nie mamy dziś opisu, jak Google zamierza rozstrzygać takie sytuacje, i to jest realny argument, żeby przed wejściem do bety mieć porządek w danych, a nie liczyć na to, że model sobie poradzi.

Warto też z góry ustalić, jak będziesz mierzył efekt. Kampanie Demand Gen rzadko wygrywają ostatnie kliknięcie: częściej są pierwszym kontaktem, a zamówienie przychodzi później z wejścia bezpośredniego albo z wyszukiwarki. Jeśli ocenisz je tą samą kolumną, którą oceniasz kampanie produktowe, wyjdą słabo niezależnie od tego, jak działają naprawdę.

Co zrobić w najbliższym tygodniu

  1. Sprawdź, czy masz kreacje graficzne 9:16 wypełniające cały ekran. Jeśli w bibliotece są tylko formaty kwadratowe i 4:5, przygotuj pionowe — bez nich nie skorzystasz z jednego kliknięcia w Shorts.
  2. Weź dwadzieścia najczęstszych pytań z czatu i ze skrzynki obsługi i sprawdź, czy odpowiedź na każde z nich da się znaleźć w danych produktu. To najtańsza symulacja tego, co zrobi agent.
  3. Zrób przegląd dostępności i czasu wysyłki w feedzie. Ustal, jak często te pola się odświeżają — jeśli rzadziej niż raz dziennie, ustaw to przed sezonem.
  4. Porównaj dziesięć losowych pozycji: feed kontra karta produktu. Cena, dostępność, nazwa, wariant. Rozjazdy poprawiaj u źródła, nie w pliku wyjściowym.
  5. Jeśli chcesz testować Gmaila, zaplanuj to jako test z własnym punktem odniesienia: ten sam okres, ten sam asortyment, wynik liczony na marży.
  6. Zapisy do bety agenta potraktuj jak zapisy, nie jak plan. Dopóki Google nie poda krajów i terminu, nie ma tu nic do wpisania w kalendarz Q4.

Największa zmiana w tej paczce nie jest reklamowa, tylko danymi. Do tej pory jakość pliku produktowego widział specjalista i algorytm. Za chwilę będzie ją widział klient, który zadaje pytanie i dostaje odpowiedź ułożoną z tego, co mu daliśmy. To dobry moment, żeby sprawdzić, co tam właściwie mamy.

Jeśli chcesz to zrobić na własnych danych i zobaczyć, gdzie feed nie odpowiada na pytania klientów, napisz do nas.

Marcin Janczewski

Marcin Janczewski

IT & e-commerce · Pro1.pl

Współzałożyciel Pro1.pl i DrTusz.pl. Z branżą ecommerce związany jest ponad 20 lat. Swoją karierę rozpoczynał od własnego sklepu internetowego z asortymentem do drukarek, który z sukcesami prowadzi do dziś. Obecnie DrTusz.pl jest nie tylko wiodącym ecommercem w branży, ale także marką samą w sobie, kojarzoną z najwyższym poziomem marketingu. Wspiera sklepy internetowe na każdym etapie ich rozwoju, od momentu wejścia w sprzedaż online po budowanie i optymalizację procesów. Programista z wykształcenia, marketer i sprzedawca z pasji.

Czytaj też

6 min

Google: każdą treść z AI sprawdź ręcznie przed publikacją. W Merchant Center tytuł i opis z AI mają własne atrybuty, sprawdź, co wysyła Twój feed

Google zmienił 1 października stronę o treściach z generatywnej AI i dopisał zdanie o obowiązkowym ręcznym sprawdzaniu. Czytam to jako sprzedawca, nie jako SEO: chodzi o parametry, które model zmyśla w opisach, i o feed, w którym tytuły i opisy z AI od dawna mają własne atrybuty. Pokazuję, co się zmieniło, co obowiązywało wcześniej i co sprawdzić w tydzień.

6 min

65% kupujących używa AI, 10% doszło z nią do ostatniego zakupu, 71% nie odda jej koszyka. Gemius 2026 pokazuje, gdzie w sklepie AI ma pracować

Raport „E-commerce w Polsce 2026” ma po raz pierwszy osobny rozdział o AI w zakupach i łączy ankietę z pasywnym pomiarem. Czytam go jako sprzedawca: klienci używają AI do porównywania i sprawdzania szczegółów, chatbotowi sklepu ufają umiarkowanie, a kasy jej nie oddadzą. Z tego wynika prosta kolejność prac przed sezonem.

6 min

Clarity pozwala wpisać, jak klienci nazywają Twój sklep. Bez odmian i literówek podział zapytań AI na markowe i ogólne jest fałszywy

Microsoft Clarity od 29 września pozwala samodzielnie określić, które zapytania systemów AI dotyczą Twojej marki. To ważne, bo panel liczy udział w cytowaniach osobno dla zapytań markowych i ogólnych, a polska odmiana przez przypadki, literówki i stare nazwy sklepu do tej pory wpadały do worka „ogólne”. Pokazuję, co wpisać, czego nie wpisywać i jak potem czytać dwie liczby zamiast jednej.