Pro1 Logo

Spam update z sierpnia 2026: czy opisy z AI i strony z filtrów w sklepie to już spam

6 min czytaniaAutor: Marcin Janczewski
Spam update z sierpnia 2026: czy opisy z AI i strony z filtrów w sklepie to już spam

Sprzedaję tonery. Mam karty produktów, które różnią się od siebie jednym numerem modelu drukarki, i pokusa, żeby opisy do nich wygenerować hurtem, jest naturalna. Nie jest też nowa: dziesięć lat temu robiło się to szablonem z polami, dziś modelem językowym. Gdy 18 sierpnia Google uruchomił sierpniowy spam update, w branży wróciło pytanie, czy właśnie za to sklepy będą teraz karane. Odpowiedź brzmi: nie za AI. Za coś, co sklepy robią z AI szczególnie chętnie.

Kalendarz i test, czy update Cię dotknął

Według Google Search Status Dashboard update wystartował 18 sierpnia o 9:27 czasu pacyficznego (u nas 18:27), z adnotacją, że obejmuje wszystkie kraje i języki, a wdrożenie zakończyło się 21 sierpnia o 1:49 (u nas 10:49). Trzy dni. To ważne, bo spadek ruchu z 19 sierpnia i spadek z 25 sierpnia to dwie różne historie.

Jak sprawdzić u siebie, bez zgadywania:

  1. W Search Console, w raporcie Skuteczność, porównaj 14 dni po zakończeniu wdrożenia (od 22 sierpnia) z 14 dniami przed startem (do 17 sierpnia), z tymi samymi dniami tygodnia. Za miesiąc powtórz na 28 dniach.
  2. Rozbij porównanie na typy stron: karty produktów, kategorie, strony z filtrów, blog. Update algorytmiczny rzadko uderza równo; zwykle jedna grupa adresów traci, reszta stoi.
  3. Policz zapytania, które zniknęły całkiem, nie tylko te, które spadły. To metoda, którą Glenn Gabe stosuje w swoich analizach, i lepiej odróżnia karę od sezonu.
  4. Zajrzyj do raportu działań ręcznych. Spam update jest algorytmiczny, więc powiadomienia nie będzie; jeśli tam coś jest, to inna sprawa.
  5. Nałóż na to kalendarz: koniec wakacji, powrót do szkół, własne promocje. Bez tego każdy spadek wygląda jak kara.

Gdzie Google stawia granicę

W polityce spamu, zaktualizowanej 28 sierpnia, scaled content abuse to tworzenie wielu stron „głównie w celu manipulowania rankingiem, a nie pomagania użytkownikom". Wśród przykładów Google wymienia użycie narzędzi generatywnej AI do produkowania wielu stron bez wartości dla użytkownika, ale w tym samym rzędzie stoją scrapowanie feedów i wyników wyszukiwania, syntezowanie tekstów synonimami i sklejanie cudzych treści. Narzędzie jest w tej definicji wymienne. Stałe są trzy elementy: skala, brak wartości i cel, którym jest ranking.

Ta sama myśl jest w przewodniku o treściach pomocnych: jeśli używasz automatyzacji, w tym generowania przez AI, do tworzenia treści głównie po to, żeby manipulować rankingiem, łamiesz politykę spamu. I obok pytanie, które Google zadaje wprost: czy użycie automatyzacji jest dla odwiedzającego oczywiste dzięki oznaczeniu lub w inny sposób. Dan Petrovic ujął to 27 sierpnia w jednym zdaniu: treść z AI to nie to samo co zła treść, a zła treść to nie to samo co treść z AI. Jego argument jest prosty: firma, która wpycha Gemini do każdego swojego produktu, nie zbuduje algorytmu karzącego za sam fakt użycia modelu. Dowodów eksperymentalnych w tym wpisie nie ma, ale logika trzyma się dokumentacji.

Co realnie oberwało, pokazał Glenn Gabe 31 sierpnia: serwis YMYL łączący treści programatyczne z fragmentami z AI w wielu krajach stracił ponad 200 tys. zapytań; programatyczny serwis afiliacyjny z treściami skopiowanymi z Amazona, „prawie bez udziału człowieka", stracił ponad 14 tys.; serwis z 1,5 mln zindeksowanych adresów, z których około 85% było programatycznych, dostał uderzenie na całą domenę; serwis z ponad 250 tys. adresów przekierowujących do jeszcze gorszych stron stracił blisko 25 tys. zapytań. Zapamiętaj jedno: żaden z tych przypadków nie był sklepem. Wspólny mianownik to minimalny udział człowieka, treść, którą każdy mógłby wygenerować tak samo, i kilka naruszeń naraz.

Trzy typy stron w sklepie, które są na granicy

Opisy produktów z AI. Test jest jeden: czy opis mówi coś, czego nie ma w specyfikacji producenta i na 30 innych sklepach z tym samym produktem? W moim przypadku wartość to lista zgodnych modeli drukarek, sprawdzona wydajność w stronach, informacja, czy toner był u nas testowany i w jakich warunkach. Jeśli model językowy tylko przepisał specyfikację ładniejszymi zdaniami, mam tysiące stron, które od kart konkurencji różnią się szykiem zdania. To kuzyn „thin affiliation" z tej samej polityki, gdzie Google opisuje kopiowanie opisów od producenta bez własnej wartości. Rozwiązanie nie polega na wyłączeniu AI, tylko na tym, żeby AI dostawało do przepisania Twoje dane, nie cudze.

Strony programatyczne. Kategoria razy cecha razy miasto: „toner do HP w Białymstoku", „tusz czarny tanio Kraków". To podręcznikowy przykład wielu stron tworzonych pod ranking. Pytanie kontrolne: czy osoba, która wpisze tę frazę, zobaczy na tej stronie cokolwiek innego niż na stronie kategorii? Jeśli nie, strona nie powinna być w indeksie. Filtry to osobna klasa: pojedyncza cecha z realnym popytem i odrębnym asortymentem może zostać, kombinacje trzech cech i sortowania nie. O tym, jak to technicznie poukładać w robots.txt, noindex i canonical, piszę osobno w tekście o crawlowaniu sklepu po lecie 2026.

Sekcje partnerów, kupony, rankingi. Tu działa druga polityka, site reputation abuse, i tu jest świeża zmiana. 28 sierpnia Google ogłosił, że od 30 sierpnia w Europejskim Obszarze Gospodarczym działanie ręczne z tej polityki nie zmienia wyników wyszukiwania. Zamiast tego, jak cytuje Search Engine Land, dotknięta sekcja „może zostać odseparowana w naszych systemach, tak by z czasem rankowała niezależnie od reszty serwisu". Poza EOG działanie ręczne dalej obniża widoczność sekcji, a Search Console powiadamia w obu wariantach. Dla typowego sklepu to margines, ale jeśli sprzedajesz miejsce na blogu firmom trzecim, hostujesz kupony obcych marek albo „rankingi" pisane przez partnera, ta sekcja przestaje pożyczać autorytet Twojej domeny. Nie stracisz sklepu, stracisz dźwignię, na którą partner liczył.

Polityka treści AI dla sklepu

Spisałem ją dla siebie w trzech kolumnach i polecam ten sam układ.

Generujemy: pierwsze wersje opisów, ale z Twoich pól (zgodność, testy, wydajność, opinie serwisu), nie z opisu producenta; FAQ do kart budowane z prawdziwych pytań z obsługi klienta; tłumaczenia specyfikacji; warianty meta opisów. Zawsze z osobą, która czyta i podpisuje.

Piszemy ręcznie: wstępy do dwudziestu najważniejszych kategorii, poradniki, porównania. Tam, gdzie masz doświadczenie, którego model nie ma, bo nie stał przy drukarce.

Wyindeksowujemy: warianty koloru i pojemności bez osobnego popytu (canonical na produkt główny), kombinacje filtrów bez wyszukiwań, strony miast, strony z pustym wynikiem. Nie kasujemy, bo klient może ich potrzebować; po prostu nie proponujemy ich Google'owi.

Do tego jedno zdanie o oznaczaniu. Google nie każe podpisywać opisów „wygenerowane przez AI", ale pyta, czy użycie automatyzacji jest dla czytelnika oczywiste. Krótka notka w stopce sklepu o tym, jak powstają opisy i kto je sprawdza, kosztuje pięć minut i zamyka temat.

Co zrobić w najbliższym tygodniu

  1. Zrób porównanie 14 dni po 21 sierpnia z 14 dniami przed 18 sierpnia w Search Console, z podziałem na typy stron. Zapisz wynik, żeby za miesiąc porównać na 28 dniach.
  2. Wyeksportuj listę zapytań, które zniknęły całkiem. Jeśli są to głównie frazy z miastami albo kombinacjami filtrów, wiesz, gdzie zacząć.
  3. Wylosuj 20 kart produktów z opisami z AI i sprawdź, czy każda zawiera co najmniej jedną informację, której nie ma u producenta. Policz, ile przeszło.
  4. Zrób listę wszystkich szablonów stron generowanych automatycznie (filtry, miasta, tagi) i przy każdym wpisz: zostaje, canonical, noindex albo robots.txt.
  5. Sprawdź, czy masz w serwisie treści firm trzecich (kupony, sponsorowane rankingi, blog partnera) i zdecyduj, czy chcesz, żeby rankowały same.
  6. Spisz politykę treści AI w trzech kolumnach i przekaż osobom, które generują opisy.
  7. Dodaj w sklepie notkę o tym, jak powstają opisy i kto je weryfikuje.

Update z sierpnia nie zmienił reguł gry, tylko przypomniał, że Google mierzy wartość na stronę, a nie liczbę stron. Sklep, który generuje opisy z własnych danych i trzyma w indeksie tylko to, czego ktoś naprawdę szuka, nie ma się czego bać. Sklep, który wyprodukował sto tysięcy stron, bo mógł, powinien policzyć je jeszcze raz. Jeśli chcesz, żebyśmy przeszli przez Twoje szablony stron i politykę treści razem, zajrzyj do naszej oferty.

Marcin Janczewski

Marcin Janczewski

IT & e-commerce · Pro1.pl

Współzałożyciel Pro1.pl i DrTusz.pl. Z branżą ecommerce związany jest ponad 20 lat. Swoją karierę rozpoczynał od własnego sklepu internetowego z asortymentem do drukarek, który z sukcesami prowadzi do dziś. Obecnie DrTusz.pl jest nie tylko wiodącym ecommercem w branży, ale także marką samą w sobie, kojarzoną z najwyższym poziomem marketingu. Wspiera sklepy internetowe na każdym etapie ich rozwoju, od momentu wejścia w sprzedaż online po budowanie i optymalizację procesów. Programista z wykształcenia, marketer i sprzedawca z pasji.

Czytaj też