Pro1 Logo

Budowanie marki w niskomarżowej 'nudnej' branży e-commerce — playbook z 20 lat DrTusz

5 min czytaniaAutor: Marcin Janczewski
Budowanie marki w niskomarżowej 'nudnej' branży e-commerce — playbook z 20 lat DrTusz

Pewnie nie powinienem tego pisać, ale powiem wprost: sprzedaję tonery. Atrament. Plastikowe pudełka z czarnym proszkiem do drukarek. Marża jest niska, konkurencja brutalna, klienci porównują ceny do grosza, a samo słowo „toner" nie wywołuje w nikim emocji.

A jednak. DrTusz w 2026 to ~40-osobowy zespół, 100 000+ obserwujących LinkedIn, 98% pozytywnych opinii Ceneo, własna drużyna piłkarska („Torfowy DrTusz Białystok") i sponsoring lokalnego pucharu. Z garażowego serwisu komputerowego z 2004 zbudowaliśmy markę, którą rozpoznają nawet ludzie, którzy nigdy u nas nie kupili.

Pisałem ten tekst na prośbę zespołu Pro1. Bo jak prowadzisz nudny sklep w nudnej branży, ktoś musi powiedzieć ci wprost, że nudna branża to nie wymówka. Tylko punkt startowy.

Mit pierwszy: „nasza branża nie nadaje się na markę"

Słyszę to co tydzień: „Marcin, u nas to inaczej, my mamy [śruby/folie/akcesoria do basenów/kable]". Po czym pokazują, że konkurencja też nie ma marki, więc oni nie muszą.

Logika absurdalna. Jeśli nikt w twojej kategorii nie buduje marki, to znaczy, że pole jest puste — i pierwszy, który wejdzie, zgarnia darmową rozpoznawalność. W tonerach w 2004 nie było marek poza producentami sprzętu (HP, Canon, Brother). My weszliśmy jako dystrybutor z osobowością. Dziś — jesteśmy jednym z trzech nazwisk, które pada w kategorii.

W twojej kategorii też jest miejsce. Tylko trzeba je zająć, zanim zrobi to ktoś inny.

Co naprawdę działało przez 20 lat — pięć dźwigni

Nie wszystkie zadziałały od razu. Niektóre dawały efekty po 2-3 latach. To jest najtrudniejsze w budowaniu marki w niskomarżowej kategorii: koszty są wcześnie, efekt później, a w międzyczasie chcesz to rzucić.

Dźwignia 1: Operacyjna excellence, nie kreatywna kampania

To brzmi jak antyteza budowania marki, ale w niskiej marży nie stać cię na markę bez fundamentu. Dopóki klient nie dostaje paczki na drugi dzień, dopóki obsługa nie odpowiada w 2h, dopóki zwroty nie idą gładko — możesz mieć najlepszy slogan świata, ludzie i tak będą cię opisywać jako „normalny sklep".

W DrTusz 80%+ zamówień wysyłaliśmy następnego dnia roboczego już w okolicach 2015. To było coś, co kategoria robiła rzadko. Klienci pisali to w opiniach. Opinie były na Ceneo. Ceneo było w wynikach Google. Koło się zamknęło.

To jest fundament, nad którym buduje się resztę. Bez tego dalej nie czytaj, bo to wszystko jedno.

Dźwignia 2: Treść, która nie sprzedaje tonerów

Przez lata budowaliśmy blog, social media i komunikację wokół problemów ludzi z drukarkami, a nie wokół tonerów. „Dlaczego drukarka nie chce wciągnąć papieru", „jak nie dać się oszukać przy zakupie tonera zamiennika", „test 8 zamienników HP".

Część tej treści sabotażowała sprzedaż drogich produktów. Pisaliśmy, że zamiennik za 60 zł trzyma tyle samo co oryginał za 280 zł, i że dla 90% domowych zastosowań to wystarczy. Dlaczego? Bo to było prawdziwe. Klient czytał, ufał, wracał — następnym razem już kupował u nas, bo „ci ludzie się znają i nie kantują".

To jest największa lekcja brandingu w niskiej marży: utrata jednej sprzedaży na rzecz uczciwości to nie strata, to inwestycja w cykl życia klienta. CLV bije AOV.

Dźwignia 3: Sponsoring lokalny, nie szeroka reklama

Zamiast wlewać pieniądze w Google Ads na słowo „toner" (gdzie i tak konkurowaliśmy z Allegro i Amazonem), część budżetu wkładaliśmy w lokalne, ludzkie aktywności: „Puchar DrTusza" (turniej piłkarski w Białymstoku), własną drużynę piłkarską, sponsoring szkół, akcje społeczne.

Z perspektywy ROAS — to się nie liczy. Nikt nie kupił tonera „bo DrTusz organizuje turniej". Z perspektywy marki w horyzoncie 5-10 lat — to było jedno z najlepszych zainwestowanych pieniędzy. Stworzyło lokalną legendę, bazę pracowników (40 osób w Białymstoku to nie żarty), zaufanie regionu i kontent organiczny w lokalnych mediach, którego nie kupisz za żadne pieniądze.

To nie jest skalowalne 1:1 do każdej branży. Ale lokalność + ludzie + długi termin — działa wszędzie.

Dźwignia 4: LinkedIn jako mówca w „nudnej" kategorii

LinkedIn dla sklepu z tonerami brzmi jak żart. To była jedna z lepszych decyzji ostatnich 5 lat. Zacząłem pisać o liczbach, decyzjach biznesowych i nieoczywistych obserwacjach z prowadzenia sklepu — z perspektywy operatora, nie marketera. 100 000+ obserwujących LinkedIn DrTusz oraz mój profil to nie efekt jednego viralu, tylko 5 lat konsekwentnego pisania 2-3 razy w tygodniu.

Co to dało biznesowi? Konkretnie: rekrutacje (top talenty z Warszawy aplikowały do Białegostoku, bo „czytałem twoje posty"), partnerstwa, zaproszenia konferencyjne, leady B2B. I — co istotniejsze — pozycję, w której konkurencja musi się mierzyć z osobą, a nie z firmą. To jest asymetryczna przewaga.

Jeśli prowadzisz nudny sklep i nie masz LinkedIna — zacznij. Nie obiecuję 100k obserwujących za rok. Obiecuję, że za 2 lata będziesz miał lepszą pozycję niż konkurencja, która tego nie robi.

Dźwignia 5: Kultura wewnętrzna jako element marki zewnętrznej

Klient, który widzi twój sklep, widzi też twoich ludzi — w infolinii, w mailu, w opisie produktu, w odpowiedzi na opinię na Ceneo. Jeśli ci ludzie są wkurzeni, niedoinformowani, rotują co 6 miesięcy — twój brand to widzi.

W DrTusz mamy bardzo niską rotację. Nie dlatego, że jesteśmy aniołami HR. Dlatego, że traktujemy ludzi jak dorosłych, dajemy im realną odpowiedzialność i nie udajemy korporacji. To się przekłada na to, jak rozmawiają z klientami, jak piszą maile, jakie podejmują decyzje przy reklamacjach.

Brand nie jest tym, co mówisz w reklamie. Brand jest tym, jak twoi ludzie traktują ludzi twoich klientów, gdy nie patrzysz.

Czego unikać — trzy pułapki, w które wpadliśmy

Nie chcę pisać sukcesopornie. Oto rzeczy, które zrobiliśmy źle.

1. Zbyt szybkie skalowanie marketingu bez fundamentu operacyjnego. Były lata, w których wpompowaliśmy więcej w paid niż w obsługę i to się odbiło opiniami. Lekcja: marketing skaluje to, co masz. Jak masz dziurawą obsługę, zeskaluje dziurę.

2. Mylenie aktywności z marką. Robiliśmy w pewnym momencie 5 kanałów social i wszystkie były „takie sobie". Lepiej dwa, ale dobre. Brand to konsekwencja w czasie, nie obecność wszędzie.

3. Zbyt długie trzymanie się starego logo/identyfikacji. Trzy razy w 20 lat zmienialiśmy wizualnie firmę i każdy rebranding był spóźniony o 2 lata. Klient, który widzi cię regularnie, nie zauważa starości. Klient nowy — zauważa.

Realny harmonogram — czego się spodziewać

Jeśli zaczynasz dziś:

  • 0-6 miesięcy: fundament operacyjny (czas wysyłki, czas odpowiedzi, jakość strony, polityka zwrotów). Brand wewnątrz, nie na zewnątrz.
  • 6-18 miesięcy: treść (blog, social, opinie). Konsekwentnie. Nie viralami, regularnością.
  • 18-36 miesięcy: zaczynasz widzieć efekty rozpoznawalności. Klient pisze ci „kupowałem u was rok temu, polecam dalej". Inny mówi „o was słyszałem".
  • 3+ lata: masz brand. Możesz konkurować nie tylko ceną.

Trzy lata to długi czas. Ale w niskomarżowym e-commerce brand to jedyna rzecz, która nie spada wraz z marżą.

Co dalej

Mam coraz mniej wiary w „magiczne taktyki" i coraz więcej w długoterminową konsekwencję wykonaną przez dobrze prowadzony zespół. Wszystko, co tu opisałem, to nie odkrycia. To rzeczy, które wiedział każdy dobry sprzedawca w 1990. Tylko że dziś, w hałasie e-commerce, większość ludzi o tym zapomniała.

Jeśli prowadzisz sklep w „nudnej" kategorii i czujesz, że konkurujesz tylko ceną — możemy pogadać, jak to zmienić. W Pro1 pomagamy sklepom przejść z „jeszcze jeden konkurent" do „marka, którą klienci polecają". Sprawdź naszą ofertę.

Marcin Janczewski

Marcin Janczewski

IT & e-commerce · Pro1.pl

Współzałożyciel Pro1.pl i DrTusz.pl. Z branżą ecommerce związany jest ponad 20 lat. Swoją karierę rozpoczynał od własnego sklepu internetowego z asortymentem do drukarek, który z sukcesami prowadzi do dziś. Obecnie DrTusz.pl jest nie tylko wiodącym ecommercem w branży, ale także marką samą w sobie, kojarzoną z najwyższym poziomem marketingu. Wspiera sklepy internetowe na każdym etapie ich rozwoju, od momentu wejścia w sprzedaż online po budowanie i optymalizację procesów. Programista z wykształcenia, marketer i sprzedawca z pasji.

Czytaj też